piątek, 18 kwietnia 2014

Outfit: Another windy day.

Kolejna mini sesja w ekstremalnych warunkach... W okolicach Oslo praktycznie nigdy nie wieje, ale przez ostatni tydzien wichura gonila wichure... Zdjecia przekladalam z dnia na dzien, ale dzisiaj doszlam do wniosku, ze dluzej juz nie moge czekac i oto ponizej przedstawiam wam owoc sesji na wietrze... na szczescie na zdjeciach prawie nie widac jak bardzo wialo. 






Spodnie: Mango Buty: NLY Bluzka: eBay Czapka, marynarka: H&M Torebka: Chanel Okulary: Ray Ban



niedziela, 23 marca 2014

Why give a girl your heart, when she'd rather have a purse?

Norwegia oszalala na punkcie Michaela Korsa ... W miejscowosci, w ktorej mieszkam przynajmniej co trzecia torebka, ktora widze na ulicy to wlasnie MK... w takiej, wiec sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak zakup... torebki Marc by Marc Jacobs... To moja mama pierwsza zwrocila mi uwage na te marke... Skora wykorzystana w torebkach jest krowia, dlatego jest do dla mnie troche latwiejsze do przelkniecia niz na przyklad prawdziwe futro, ktorego nigdy bym nie kupila. Marc Jacobs to troche wyzsza polka niz MK, i wiem, ze jezeli po jakims czasie torebka mi sie znudzi zawsze bede mogla ja sprzedac :) 




wtorek, 18 marca 2014

If I survived 2008 with that hair you can pretty much survive anything!

W sobote, zupelnie przypadkowo spotkalam w Oslo kolege, z ktorym nie widzialam sie od 2008 roku. Kolega ten, wprost nie mogl uwierzyc jak bardzo zmienilam sie i odmlodnialam (his words) przez te kilka lat! Po powrocie do domu, zaczelam wertowac wiec w archiwum mojego poprzedniego bloga i rzeczywiscie dziewczyny... jezeli mi udalo sie przezyc 2008 i 2009 rok w takim kolorze wlosow... wy mozecie przezyc naprawde wszystko ;) 
Niestety, w 2008 roku odkrylam rozjasniacz i solarium (to znaczy wiedzialam o solarium i rozjasniaczu wczesniej, ale nigdy nie naduzywalam ich w takich ilosciach jak w 2008 roku:) Ha! To cud, ze zyje ;) Zarowno mama, tata jak i znajomi probowali przetlumaczyc mi, ze wygladam fatalnie, ale ja nie sluchalam... to troche tak jak z powiekszaniem ust... do wszystkiego musze dojsc sama... nawet jezeli oznacza to 5 miesiecy z gorna warga opuchnieta ja po ugryziniu pszczoly ;) 


Poczatek lipca 2008. Solarium + rozjasniacz. WHY?


Lipiec 2008. Na szczescie zdjecie jest czarno-biale nie widac pomaranczowej opalenizny, a stylizacje moglabym rownie dobrze zalozyc dzisiaj.


Sierpien 2008. W poszukiwaniu mojej gornej wargi :D


Pazdziernik 2008. Wiele osob, probowalo mi przetlumaczyc, ze nie potrzebuje opasek, a bez nich prezentuje sie nawet lepiej, ale ja nie sluchalam... no i mamy efekty :D


Grudzien 2008. Peruka. Opalenizna z solarium na szczescie juz troche zeszla :D


Grudzien 2008... zagadka jest dla mnie w jaki sposob udawalo mi sie utrzymac wage w granicach 45 kg, jezeli zylam na McDonaldzie :/// Peruki ciag dalszy.


Styczen 2009. Moj naturalny kolor oczu, czerwone usta... ale whats up with that opaska :) i gdzie sa moje brwi?


Luty 2009. Tu wlasciwie nie jest tak zle... wlasnie odkrylam brazowe soczewki... a zamiast wybielacza uzylam farby i nawet mam brwi.


Marzec 2009. To jedno z moich ulubionych zdjec (w peruce), ktore generalnie nie ma wiele wspolnego z calym zestawieniem bo i tak jablko zaslania mi pol twarzy :D


Marzec 2009. Powoli, powoli odkrywam nowy styl, rezygnuje z solarium, wlosy farbuje a nie wybielam :)


... by znowu potraktowac je wybielaczem w okolicach kwietnia, (zdjecie zrobione w maju 2009) i wrocic do solarium.

Niestety w 2008 i 2009 roku nie zdawalam sobie sprawy jak duzo dodaje sobie lat takim kolorem wlosow i opalona do granic mozliwosci buzia, ale mam nadzieje, ze wy bedziecie uczyc sie na moich bledach. Less is more innymi slowami!

piątek, 14 marca 2014

Outfit: If less is more. Nothing is everything.

Te dwa zdjecia ponizej, sa jedyna dokumentacja moich stylizacji z ostatnich dwoch tygodni... Zazwyczaj, gdy mam malo czasu stawiam na czern... wychodzi wiec na to, ze mam dosyc malo czasu na codzien, bo przewaznie jestem przeciez ubrana na czarno! Takie mini photo sessions z mama to inna sprawa, bo przeciez pstrykamy je w weekendy... na tygodniu zazwyczaj wybieram jednak czern i to az do znudzenia... ale jak to mowia black... is the new black. Musze wam tez wyznac, ze wczoraj w autobusie jakis pan wykrzyczal, ze mam nogi dlugie jak PAJAK, po tym jak uprzejmie zwrocilam mu uwage, ze mnie popycha. Ach gdyby tylko wiedzial, jak ten jego niezamierzony komplement ogrzal moje serce. Wiem przeciez, ze daleko mi do Ani Rubik (i jej 1,79 cm) ale i tak sympatyczny pan poprawil mi humor na kolejny tydzien :)


Wystroj wnetrz: marzec 2012

Moje kochane, znow zniknelam na kilka (ach chcialabym napisac dni), ale jednak musze napisac tygodni (chociaz wcale mi sie to nie podoba), poniewaz zdecydowalam (w koncu!!!) przesiasc sie z moje wysluzonego Samsunga na jego mlodszy model i samo przegrywanie zdjec itd zajelo mi ponad tydzien.... a moze 4 godziny ;) W kazdym badz razie... na nowym nadal nie mam fotosklepu, a ten ostatni Windows wcale mi nie podchodzi :/ Mojego starego laptopa przejal Ørjan (o ktorego zreszta, kilka z was sie pytalo- i chcialabym wam przekazac, ze Ørjan ma sie swietnie,) bo to wlasnie od Ø. dostalam go w 2011 roku, wiec nie ma powrotu i zycie musi toczyc sie dalej... na nowym laptopie ;) Jakby tego bylo malo zdecydowalam sie jeszcze na wymiane mojego iPhone 4 na 5s i juz w ogole nie wiem co sie dzieje.... Nowych zdjec nie robilam od tygodni, dlatego dzisiaj wklejam kilka fotek mieszkania z 2012 roku... bo tylko takie znalazlam... a za kilka dni mam nadzieje wkleic aktualne zdjecia. Wiem, ze niektore z was lubia takie posty. Ach 2012 rok... wydawac by sie moglo, ze to bylo wczoraj :)


czwartek, 27 lutego 2014

Tom Odell, call me.

Wczoraj w Rockefeller w Oslo, gral Tom Odell... moze, i dobrze, ze nie bylo mnie pod scena, bo pewnie probowalabym sie na nia wdrapac i zdobyc numer Toma ;) W kazdym badz razie... Tom jezeli to czytasz przy pomocy google translate - zadzwon do mnie! Czekam! 



in half a verse you sung my whole, whole world to sleep


czwartek, 20 lutego 2014

Outfit: Nadine from Wolf of Wall Street.

Dzisiejsza stylizacja zostala zainspirowana strojem Nadine z filmu "Wilk z Wall Street"... Nie wiem, czy wiekszosc z was obejrzala juz ten film, ale jej kreacja z pierwszej randki z "wilkiem" po prostu powalila mnie na kolana... Naprawde, jezeli nie wiecie co na siebie wlozyc najlepiej zalozyc mala czarna! Oczywiscie Nadine, w ktorej role wciela sie Margot Robbie wygladala by swietnie nawet w worku na kortofle :P ale ta jej mala czarna jest po prostu przepiekna... ja niestety nie mam identycznej sukienki... jedynie podobna... i to tylko jak zgasimy swiatlo i wszyscy udamy, ze jest podobna... ale i tak nic nie stanelo mi na przeszkodzie, aby wystylizowac sie na Nadine i pstryknac sobie kilka zdjec :D 






Sukienka: H&M, Buty: Acne, Kolczyki: Christian Dior, Psy: Rambo, Tipsi.

A tak prezentuje sie Margot Robbie jako Nadine w jej pieknej kreacji Gianni Versace Jesien/Zima 1992. Ja akurat musze zadowolic sie sukienka z H&M za 99 PLN :D Poza tym piekna Margot jest az o 7 (!!!) lat mlodsza ode mnie... Ach... miec znowu 23 lata!


niedziela, 16 lutego 2014

Outfit: 50 shades of white.

Zainspirowana pokazem Ralpha Laurena jesien/zima 2014-2015 postanowilam ubrac sie cala na bialo... niestety nadal pomimo mojego wieku, nie wiem jak zalozyc beret... i dlatego na zdjeciach ponizej wygladam jak wygladam... szkoda, ze nikt nie zwrocil mi uwagi! 







piątek, 14 lutego 2014

Outfit: Valentine's Day

W moim archiwum znalazlam dwie stylizacje, ktore jak najbardziej nadaja sie na Walentynki. Pierwsza stylizacja jest z 2011 roku i stad te blond loki, druga natomiast to stroj jaki zalozylam podczas drugiego dnia swiat w zeszlym roku. Naprawde trudno w to uwierzyc, ze swieta byly prawie 2 dwie miesiace temu... ten czas zdecydowanie zbyt szybko leci! W kazdym badz razie mam nadzieje, ze wasze kreacje na dzisiejszy wieczor sa juz gotowe, ze humor dopisuje i ze bedziecie sie swietnie bawic. Przede mna sprztanie mieszkanie, dluga kapiel, odwiedziny taty a nastepnie same przyjemnosci! 


Sukienka: Bik Bok
Kurtka: H&M
Torba: Chanel


Sukienka, pasek: H&M
Rajtuzy: Lindex

Przepis na: czekoladowy mus.

Juz dzisiaj Walentynki i dlatego chcialabym podzielic sie z wami, jednym z moich ulubionych przepisow na deser, mianowicie mus czekoladowy. Czas przygotowania naszego musu, nie powinien przekroczyc 30 minut, ale chcialabym zaznaczyc, ze do wykonania musu beda nam potrzebne dwie metalowe miski. Po za tym potrzebne nam sa zaledwie cztery skladniki:


  • 200 gram czekolady
  • 1 jajko
  • 1 zoltko
  • 400 ml smietany 30 %

Sposob wykonania: 200 gram czekolady nalezy posiekac przy pomocy noza i umiescic w metalowej misce. Miske natomiast nalezy wlozyc do garnka z goraca, ale nie wrzaca woda. Czesto mieszajac doprowadzamy do rozpuszczenia czekolady a nastepnie odsawiamy miske z jej zawartoscia do ostygniecia. Nastepnie bierzemy druga metalowa miske umieszczamy ja nad wczatkiem i wbijamy do niej jedno jajko i jedno zoltko. Energicznym ruchem mieszamy az zawatosc miski nabierze kremowej konsystencji, wtedy tez zdejmujemy miske znam wrzatku i dodajemy rozpuszczona czekolade.


Mieszamy szybko az nasza masa zgestnieje. W oddzielnym naczyniu ubijamy smietane i dodajemy do masy czekoladowej. Delikatnie mieszamy, az wszystkie skladniki sie polacza. Nasza mase mozemy przelac teraz do miseczek lub pucharow i na kilka godzin wstawic do lodowki. Po uplywie kilku godzin czas na moj ulubiony krok czyli dekoracje! Tutaj puszczamy wodze fantazji. Mus podajemy samodzielnie lub z dodatkiem owocow! Smacznego!