30 wrz 2013

Work out, bitch.

Czy, ktos moze mi wytlumaczyc co dzieje sie z czasem??? Tak, po prostu nagle jest godzina 20... a ja mam jeszcze 500 stron do przeczytania w podreczniku i tak naprawde wydaje mi sie, ze nie zrobilam dzisiaj nic...!!! Wlasnie z powodu tego znikajacego w niewyjasnionych okolicznosciach czasu kiedy tylko moge, probuje rozpoczac dzien od treningu... wiem bowiem jak ciezko bedzie mi go znalezc w pozniejszych godzinach.  Kiedys trenowalam zaraz po pracy a jeszcze wczesniej w godzinach wieczornych. Nie ma chyba jednak nic lepszego od rozpoczecia dnia na biezni, albo w silowni... Ja, takie treningi na serio rozpoczelam w 2010 roku, gdy patrze teraz na zdjecia z 2009 roku nie moge uwierzyc, ze pozwolilam sobie tak sie zaniedbac... 


Ciesze sie jednak, ze znalazlam motywacje aby to zmienic. No, wlasnie o motywacji napisze na pewno nie jedno, ale jezeli mam byc szczera 2013 nie nalezal do najlepszych pod wzgledem trenowania. Dlatego we wrzesniu postanowilam to zmienic. Jak na razie idzie mi calkiem niezle... Probuje byc na silowni 4-5 razy w tygodniu i wyrobic w sobie taki dobry nawyk. Poza tym przywiazuje wieksza wage do tego co jem bowiem wiem jak wazny jest jadlospis, zwlaszcza w przypadku osoby, ktora chce tak jak ja zbudowac troszeczke miesni i pozbyc sie tych ostatnich juz tkanek tluszczu.


Na silownie zazwyczja wybieram sie bez makijazu... nie wyobrazam sobie biegania w makeupie... jezeli trenuje z ciezarami czasami mam na sobie lekki podklad i mascare ale preferuje jednak byc bez. Dzisiaj trenowalam brzuch, to moja ulubiona partia ciala, jutro beda nogi... w srode plecy i biceps a w czwartek, albo w sobote sam bieg lub polaczony z treningiem brzucha. Wiem, ze mam jeszcze przed soba dluga droge, ale wiem tez ze jestem blizej celu niz wczoraj. 


Poza tym w moim przypadku nie chodzi tylko o wyglad ale o lepsze samopoczucie, kondycje o wiecej energii w codziennym zyciu. Cwicze dla samej siebie. Teraz czeka mnie jeszcze jak juz wspomnialam 500 stron o finansach a nastepnie poczytam troche Bukowskiego. Do zobaczenia!Tak gdzies okolo trzeciego zdjecia do szatni weszla dziewczyna a ja sie tak zawstydzilam, ze prawie upuscilam telefon. Ona spojrzala, tylko na mnie z politowaniem i zabrala sie do... pstrykania sobie zdjec :)

SHARE:

29 wrz 2013

Wystroj wnetrz: ramy.

Niestety, o sesji z mama moglam dzisiaj tylko pomarzyc... caly poranek i popoludnie uplynely mi bowiem na nadrabianiu zaleglosci w szkole... to tylko trzy dni materialu, ale mialam wrazenie, ze opuscilam nie kilka dni, ale kilka miesiecy... ale tak to juz jest na studiach. Przez kolejne tygodnie, nie moge wiec sobie pozwolic na takie wpadki... no bo kto chce spedzic cala niedziele przed ekranem laptopa i nad ksiazka? Na pewno nie ja, zazwyczaj bowiem moje weekendy spedzam w Oslo!


Dzisiaj natomiast jak juz wspomnialam wszystko krecilo sie wokol finansowych sprawozdan, bilansow i tak dalej. W ciagu tych kilku godzin pozwolilam sobie tylko na jedna mala przerwe na pinterest.com, aby zobaczyc kilka propozycji zagospodarowania scian... Ja akurat ten etap mam juz za soba... na wszystkich bowiem przestrzeniach, ktore chcialam udekorowac wisza juz obrazy... pozostaje tylko jeden problem: co w tych obrazach powiesic?


Mam, kilka pomyslow... a projekt kuchnia i sypalnia mam juz nawet za soba, ale i tak nie ma to jak dawka dobrej inspiracji z pinterest... Jak widac na zamieszczonych zdjeciach, ja takze postanowilam postawic na czern i biel... Poza tym fajnie jest powiesic tekst w kilku ramkach, a w kilku zdjecia. W moim folderze przeznaczonym do druku zapisalam juz nawet kilka fotek Kate Moss... mysle, ze Kate jest tak piekna, ze szybko mi sie jej wizerunki nie znudza...


Mam nadzieje, ze moje pomysly uda mi sie wprowadzic w zycie juz jutro, ewentualnie w tym tygodniu... natomiast teraz planuje tylko obejrzec film i zasnac troszeczke wczesniej niz zazwyczaj po takim meczacym dniu przepelnionym liczbami. Do jutra!

SHARE:

Warszawa.

Czas na kilka fotek z Polski... zanim jednak wylecialam z Norwegii, mialam kilka chwil na zabawe z Tipsi i Rambo... i nawet na te okazje ubralam Tipsi w... moje stringi. Biedny psiak tyle ze mna musi przejsc... ale nic nie rozsmiesza mnie bardziej niz czworonogii w ludzkich ubraniach... Rambo niestety nie lubi sie przebierac, ale Tipsi jak to prawdziwa kobieta nie ma nic przeciwko temu...


Rambo i Tipsi pomagali mi takze spakowac torbe... na zasadzie ja wkladam rzeczy do torby a oni je zabieraja i uciekaja z nimi ile sil w nogach. Pamietam, ze kiedys Tipsi udalo sie zabrac moj paszport i schowac... zauwazylam go dopiero w ostatniej chwili.
W Polsce zaplanowane mialam powiekszenie ust, ale nie zdecydowalam sie na zabieg, gdyz uwazam, ze moje usta nadal wygladaja na pelniejsze, po ostatnim zastrzyku... Wiem, ze tak latwo jest przekroczyc granice pomiedzy dobrym smakiem a karykatura i dlatego zabieg ten odlozylam do nastepnego razu w Polsce.


W Warszawie po raz pierwszy, postanowilismy sie zatrzymac w hotelu Marriott... ku mojej radosci na 26 pietrze. Z mama, albo sama zazwyczaj mieszkam w Campanile, ale skoro tym razem byl ze mna Erik... wybralam Junior Suite na 26 pietrze. Ten oto widok z okna przywital nas drugiego dnia pobytu <3


Dwie restauracje, ktore moge polecic po tym pobycie w Warszawie i ktore na pewno jeszcze odwiedze to Parmizzano's i Dom Polski. Parmizzanos znajduje sie na drugim pietrze w Marriocie i jest dostepna dla wszystkich. Jak sama nazwa wskazuje jest to restauracja wloska, ktora serwuje naprawde smaczne potrawy. W marcu tego roku odwiedzilam Wlochy i musze przyznac, ze potrawy z serwowane w Parrmizzano's wcale nie odbiegaly od wloskich standartow. Warto odwiedzic.


Dom Polski natomiast na ulicy Francuskiej to miejsce w ktorym mozna zjesc prawdziwe polskie potrawy... Chociaz mam wrazenie, ze wokol nas siedzieli sami krzyczacy i wymachujacy rekami francuzi... Ja skusilam sie na tatar z wedzonego pstraga na razowym chlebie, pierogi z kaczka w balsamicznym kremie z bialej trufli a na deser puszysty tort bezowy i kajmakowy. I to wlasnie dla tych dwoch tortow i bardzo milej obslugi wroce do restauracji Dom Polski. Mamo, zapraszam cie serdecznie. 


Po milym obiedzie, wybralismy sie do kasyna, w ktorym bylam po raz pierwszy w zyciu. Nie liczac pieciu minut w kasynie w Egipcie... gdzie nie pozwolono nam grac bez paszportow. Wracajac jednak do kasyna w Warszawie, ach ile tam nieciekawych typow. Gdyby nie Erik nigdy bym sie nie skusila na wizyte, ale z mezczyzna u boku zawsze razniej. Nie moge takze uwierzyc, ze w Polsce nadal mozna palic w miejscach publicznych! Po powrocie do pokoju, kapalam sie przez ponad godzine aby zmyc caly ten papierosowy dym. Coz to za paskudztwo te papierosy! Najzabawniejszy jest jednak fakt, ze Erikowi udalo sie wygrac na ruletce! Nastepnym razem ja tez zagram!


Jak juz wspomnialam wczesniej wybralam sie do Zlotych Tarasow, ale tylko ze wzgledu na znajdujaca sie tam Sephore i Inglot, w ktorym kupilam kilka drobiazgow dla jedej z moich ulubionych followers na instagramie. Tak sie sklada, ze Martine o ktorej mowa, jest jedna z najsympatyczniejszych osob z jakimi mialam w internecie do czynienia i gdy kiedys skomentowala moja pomadke pod jednym ze zdjec obiecalam, ze kupie jej identyczna... i tak tez uczynilam. W poniedzialek wysle jej ten prezent.


Polski Inglot to naprawde dobra marka, ktorej pomadki uzywam juz od kilku lat. Mam nadzieje, ze Martine tez je polubi. W sklepach nie znalazlam niczego, czego nie widzialabym juz wczesniej w Norwegii i dlatego zakupilam tylko pare rekawiczek, czapke i dwie swieczki zapachowe z Bath and Body Works. A takze moj ulubiony korektor HD z Make Up For Ever.  Nastepnym razem skorzystam z rady z jednej z was i odwiedze jakas mniejsza galerie. 


Wraz z Erikiem, odwiedzilismy takze przynajmniej dla mnie nowy vitkAc, ktory swiecil przerazliwymi pustkami! Erik kupil sobie nowe rekawiczki... a ja akurat nie mialam przy sobie 30.000(!!!!!!!!) na nowy torebke LV. LOL. 
Z pusta reku udalam sie na manicure, pedicure i do fryzjera. Teraz, mam tylko 3 rozne dlugosci wlosow ;) Wieczorem w piatek, odlecilismy do domu :)




SHARE:

28 wrz 2013

Zaleglosci.

Nareszcie z powrotem... Nie mam nic przeciwko kilkudniowym wypadom do Polski, ale ten byl tak beznadziejnie zaplanowany, ze ominely mnie az trzy dni w szkole! Caly wiec weekend, poswiece na nadrabianie zaleglosci. Obiecywalam takze mnostwo zdjec, tymczasem do domu wrocilam z... piecioma. I to zrobionymi iPhonem! Postaram sie je wrzucic na bloga jutro, tymczasem dzisiaj wklejam jedyne zdjecie, ktore udalo mi sie zrobic uwaga! aparatem przez wyjazdem... mianowicie moje dodatki do stroju i moj nowiutki paszport, ktory odebralam w sierpniu... 


Bransoletke widoczna na zdjeciu, udalo mi sie niestety upuscic i rozbic w Zarze w Zlotych Tarasach... taka szkoda, bo bardzo ja lubilam... rekawiczki, kapelusz i szal przetrwaly natomiast wyjazd... Co jest dosyc dziwne, bo bardzo czesto na lotniskach gubie fragmenty mojej garderoby... tak wiec w Dubaju zostawilam plaszcz MANGO, w Tajlandii pasek a na Teneryfie zegarek. Nawet nie zartuje! 
Zazwyczja, gdy orientuje sie, ze czegos mi brakuje jest juz za pozno! Tym razem, niczego jednak nie zgubilam... teraz zmykam, aby nadrobic zaleglosci a na jutro zaplanowalam juz mala sesje zdjeciowom z mama. Nie moge sie doczekac... pierwsza od ponad roku??? Mama robi takie dobre zdjecie... wklejam tylka kilka przykladow.



SHARE:

24 wrz 2013

Rosie.

Jedna z moich ulubionych style icon, jest Rosie Huntington-Whitley. Rosie to urodzona w 1987 roku, aktorka i modelka. W 2010 roku zostala ona oficjalnie jednym z aniolkow Victoria's Secret.
Ja, "odkrylam" ja na portalu justjared.com kilka lat temu i zakochalam sie w jej stylu od pierwszego wejrzenia, w samej Rosie zreszta tez, bo jest wedlug mnie jedna z najpiekniejszych modelek wszechczasow. 
Jej styl przypomina mi troche styl Kate Moss, zreszta obydwie sa z Wielkiej Brytanii, ale Rosie jest zdecydowanie bardziej laid back w porownaniu do swojej starszej kolezanki. Znakiem rozpoznawczym Rosie sa jej piekne wlosy, naturalny makijaz i prawie nieodlaczny kapelusz:


Rosie laczy w sobie nowoczesna elegancje i wytwornosc. Tylko spojrzcie na jedna, z jej kreacji z czerwonego dywanu, ktore zawsze krzycza GLAMOUR... i to drukowanymi literami!!! Takie ubrania nie za bardzo mnie jednak interesuja, nie zamierzam bowiem w najblizszej przyszlosci zaszczycic moja obecnoscia zadnej premiery ani bankietu, dlatego w moim zestawieniu zgromadzilam jedynie kilka codziennych stylizacji Rosie. Naprawde ciezko jest mi wybrac jeden ulubiony zestaw, bo Rosie nigdy nie zdarzaja sie pomylki. Joanna Horodynska moglaby sie od niej naprawde wiele nauczyc. 


Jak juz wspomnialam nie jest latwo znalezc zdjecie Rosie bez kapelusza, i to chyba ona jak nikt inny zarazil mnie miloscia do tego nakrycia glowy. Kapelusz, podkoszulek, jeansy i juz mamy gotowy stroj. Inny ze stylow, ktory przychodzi mi do glowy gdy ogladam zdjecia Rosie to modern boho, ale w wersji nie tak drastycznej jak styl Nicole Richie czy Rachel Zoe. Rosie lubuje sie co prawda, w za duzych swetrach, sukienkach maxi ale nigdy nie przypomina bezdomnego ;) Ogromna role w jej stylizacjach odgrywaja dodatki... ale nie ma tu mowy o over accessorizing. 

Wbrew przeciwnie, dodatki sa ale raczej pojedynczo... a Rosie nigdy nie zdarza sie wygladac jak bozonarodzeniowa choinka. Wydaje mi sie, ze styl Rosie nie jest ciezki do skopiowania i nawet z nie za duzym budzetem mozna przynajmniej strojem przypominac te supermodelke. Bo o jej urodzie mozna tylko pomarzyc. 
Na jednej z moich ulubionych stron polyvore.com, storzylam dwa zestawy z podstawowymi akcentami stylu Rosie. Mam nadzieje, ze pomoga wam one w odtworzeniu jej stylu.

Ja na pewno w przyszlosci zainspiruje sie wieloma z jej stylizacji, nie zapominajac jednak by dobrze sie w takim stroju czuc i wygladac na ubrana a nie przebrana, co niestety zdarza sie niektorym z polskich ale i zagranicznych szafiarek. Dziewczyny pamietajcie by byc soba i dobrze sie moda bawic! A na zakonczenie posta, moj outfit z 2011 roku wyraznie zainspirowany stylem Rosie.. ale jak juz wspomnialam, o ile jej styl mozna skopiowac z uroda troche juz ciezej ;)


SHARE:

Tea time.

Dzisiaj na szczescie uda mi sie uczestniczyc w zajeciach... Laptop nareszcie dal sie udobruchac i dziala... przynajniej na razie... a dlaczego nie dzialal, bo kilka razy spadl na niego obraz. Tak sie bowiem sklada, ze filmy na komputerze ogladam najczesciej w sypialni... a nad lozkiem w tej sypialni wisi okolo 15 obrazow i czasami jedenmu z tych obrazow zdarzy sie spasc, ku ogromnemu przerazeniu psiakow i mojemu, bo kiedys taki wazacy okolo 100 kg ;) obraz zlecial mi na glowe w srodku nocy. A czemu te obrazy spadaja???... bo nie wisza, tylko sa przyklejone... na specjalna tasme ale i tak nieraz ktoremus zdarzy sie jak juz wspomnialam odkleic. Sciana w sypialni jest betonowa, a moj tata ktory ma wiertarke, jest najwiekszym leniem na swiecie, tak wiec zamiast czekac 3 lata na jego  pomoc poszlam po prostu na latwizne i obrazy przykleilam... 


W koncu latwiej kupic nowego laptopa niz tacie wykrecic te pare dziur. No tak, ale dzisiaj nie mialo byc o obrazach ale o mojej ulubionej herbacie - LIPTON green tea, intense mint. O zaletach picia zielonej herbaty wszyscy chyba wiedza, ale sama zielona herbata moze byc czasami naprawde podla, i do jej wypicia musialam sie naprawde zmuszac... kilka tygodni temu odkrylam jednak ze ta z dodatkiem miety przepysznie smakuje. Dlatego staram sie wypic kubek albo dwa kazdego dnia... Poza tym wczoraj nareszcie udalo mi sie upolowac ksiazke Bukowskiego, ktora mialam ochote nabyc juz od dluzszego czasu. Charles Bukowski to jeden z moich ulubionych poetow, ale niestety nigdy nie udalo mi sie przeczytac nic z jego prozy... jestem wiec bardzo ciekawa czy ksiazka trafi do mnie podobnie jak jego wiersze!

Najprawdopodobniej do jej czytania zabiore sie juz dzis wieczorem, po zajeciach. To lektura zdecydowanie inna niz moje ulubione kryminaly, ale ilez mozna czytac o morderstwach? Czas wiec na cos troche bardziej powaznego, troche wysilku dla umyslu nikomu jeszcze nie zaszkodzilo. 
Jutro wylatuje na kilka dni do Polski wiec po powrocie mozecie sie spodziewac na blogu istnego armageddonu zdjec! 
SHARE:

23 wrz 2013

Wystroj wnetrz: living room.

Ach, te poniedzialki... zazwyczaj nie mam nic przeciwko nim, ale dzisiejszy nie nalezal do najlepszych... Laptop odmawial posluszenstwa, autobusy odjezdzaly przed czasem i jeszcze zapomnialam mojej karty kredytowej...  Niestety przez te wszystko musialam dzisiaj opuscic szkole... ale nastepne zajecia juz jutro. A zaleglosci latwo mozna nadrobic... czasu starczylo mi natomiast na krotki trening. Nie ma to jak 45 minut cwiczen na brzuch. Partii ciala. ktora najbardziej lubie cwiczyc... zawsze tez po treningu czuje sie duzo lepiej, przynajmniej psychicznie bo fizycznie jestem natomiast wykonczona!


Tymczasem w domu u mamy, (bo weekendy spedzam zazwyczaj w Oslo z Erikiem) czekalo na mnie troche prania i obowiazkowe juz poniedzialkowe sprzatanie... ale czy istnieje cos lepszego od czystego mieszkania? Jak widzicie na zdjeciu, troche sie w mieszkaniu zmienilo od ostatniego czasu gdy publikowalam zdjecia... zmiana z ktorej jestem najbardziej zadowolona to obrazy, ktore wisza nad kanapa:


Jeszcze do konca, nie wiem co bedzie w nich powieszone, ale chcialabym chyba cala sciane utrzymac w tonacji zielono-zlotej... zobacze czy uda mi sie znalesc jakies ciekawe obrazy czy grafiki do wydrukowania na internecie... ewentualnie postawie na sprawdzone juz czarno-biale teksty... tak jak zrobilam to w sypialni, a czego efekty pokaze wam innym razem. Teraz natomiast czeka na mnie ostatni odcinek Dextera i przedostatni odcinek Breaking Bad! Nie moge sie doczekac zakonczenia! 


SHARE:

20 wrz 2013

Wystroj wnetrz: kuchnia.

Piatek jest zdecydowanie moim ulubionym dniem tygodnia... W piatki nie mam zadnych zajec w szkole, ani innych obowiazkow... zazwyczaj wiec w piatki moge dluzej polechuniowac w lozku, zjesc spokojnie sniadanie, pospacerowac troche dluzej z czworonogami, zaplanowac weekend... ach, zyc nie umierac... Zazwyczaj takze w piatki, biore sobie jeden dzien wolnego od treningu... Dzisiaj na przyklad wstalam o 11... przygotowalam sobie pozywne sniadanie: owsianke z mlekiem i do picia napoj z miodu, cynamonu i cytryny. No wlasnie czy wiedzialyscie o leczniczych wlasciwosciach polaczenia miodu i cynamonu? Ja do niedawna tez nie wiedzialam... ale jak wynika z artykulow, ktore znalazlam na ten temat w internecie...polaczenie tych dwoch skladnikow lagodzi bole miesni, zwieksza zdolnosc koncentracji i pomaga zwalczyc cukrzyce. 



Pamietajmy jednak, ze nie mozna cynamonu, jesc za duzo ze wzgledu na zawarta w nim kumaryne, ktorej nadmierne spozycie moze spowodowac uszkodzenie watroby... zwlaszcza u dzieci. Ja wiec ograniczam sie do jednego napoju dziennie... Dzisiaj na przyklad w ogole zrezygnowalam z cynamonu w moim napoju z miodu a dodlam go do mojej owsianki. 
No wlasnie a jak jest z wami... jecie sniadania, czy nie? Ja musze przyznac, ze zazwyczaj nie budze sie glodna... i troche do tego porannego jedzenia musze sie zmuszac...a robie to bo wiem, jak wazne jest aby jesc 5 razy dziennie zeby metabolizm byl caly czas na jak najwyzszych obrotach. Zreszta sniadanie przy moim ulubionym stoliku to sama przyjemnosc.


A teraz zmykam do lazienki, gdzie czeka na mnie goraca kapiel. Ta kapiel to inny z moich piatkowych rytualow... ale o tym innym razem. Zycze milego weekendu!

SHARE:

19 wrz 2013

Moje psiaki.

Jednymi z glownch postaci, ktore beda sie pojawiac na moim blogu sa na pewno Rambo i Tipsi... Dlaczego wiec prowadzenia bloga nie rozpoczac od przedstawienia wam wlasnie moich najdrozszych czworonoznych przyjaciol? Najpierw Rambo, bo to moj pierworodny ;) Ten zadziorny pinczerek pojawil sie w moim zyciu latem 2006 roku... Zainspirowana... O ZGROZO... Paris Hilton postanowilam zainwestowac w moja wlasna miniaturke pieska... wybor padl wlasnie na Ramba... pamietam, ze gazete z ogloszeniami o szczeniakach przegladalam u fryzjera razem z mama... zakup nie byl przemyslana decyzja, ale chyba jedna z najbardziej trafnych w moim zyciu... przez pierwsze miesiace zycia Ramba - (to moja mama wpadla, aby go tak nazwac), bylismy nierozlaczni... ale, niestety bylam jeszcze nieodpowiedzialnym dzieckiem, gdy go sobie sprawilam, i imprezy w Oslo, spotkania z przyjaciolmi powoli zaczely mnie odciagac od mojego malego przyjaciela... tymczasem moja mama, ktora miala juz dawno za soba imprezy i prywatki, coraz bardziej zaczela sie z Rambem zaprzyjazniac...  Powiedziec ze Rambo kocha moja mame to za malo... on ja ubostwia... on oszalal na jej punkcie... on poza nia nie widzi swiata... A ja... no coz jakos sie z tym pogodzilam, ze jestem TA DRUGA ;)
 Tak wiec, gdy w 2008 roku wyprowadzalam sie od rodzicow nie bylo nawet mowy, abym zabrala ze soba Ramba... bo ani on, ani mama nie poradzili by sobie z czyms takim... wiec Rambo, zostal w Bærum a ja wrocilam do niego dopiero w 2011 roku ale nie sama tylko z nowa dla niego przyjaciolka: Tipsi... Tipsi zjawila sie w moim zyciu nagle, bez zadnej zapowiedzi pewnego slonecznego, lipcowego poranka w 2011 roku... miala wtedy 12 tygodni i dostalismy ja, ja i Ørjan od jego kolezanki, ktora szukala dla niej dobrego domu. Gdy tylko Tipsi zobaczylam, wiedzialam, ze ona i ja jestesmy sobie przeznaczone... Starsza o ponad 5 lat, moglam zajasc sie Tipsi w sposob w ktory nie potrafilam zajac sie Rambem...

 W 2011 roku mialam juz za soba wszystkie szalone prywatki, nocne eskapady i jedyne o czym marzylam to miekka sofa, zar kominka i pies u mych stop... w kilka miesiecy po tym jak Tipsi zjawila sie w moim i Ørjana zyciu, nasz zwiazek rozpadl sie i wraz z Tipsi przeprowadzilam sie do mamy, ale Ø widuje Tipsi dosyc regularnie... zabiera ja na szczepienia, pomaga gdy Tipsi ma cieczke, albo gdy musze gdzies wyjechac. Innymi slowami - uklad idealny. To takze on stoi za jej oryginalnym imieniem... Tipsy - czyli po angielsku...  lekko podpita. Co wrecz w idealny sposob opisuje charakter mojego psiaka... 
Musze szczerze przyznac, ze bez moich futrzanych pociech nie wyobrazam juz sobie zycia i zastanawiam sie jak moglam kiedys bez nich fukcjonowac? Wydaje mi sie, ze od zawsze nalezaly do naszej rodziny.
SHARE:

18 wrz 2013

Nowy poczatek.

Czesc dziewczyny!

Zapraszam was serdecznie na mojego nowego bloga, ktorego w calosci bede prowadzila w jezyku polskim (ale bez polskich znakow;) Juz od ponad roku zbieralam sie do zalozenia magdalenakrupa.blogspot.com, ale niestety cos zawsze stawalo mi na drodze. Wiele z was zapewne wie, ze w 2011 rozstalam sie z moim chlopakiem, ktorego zdjecia mozna bylo znalezc w wielu postach na spongeshoe.blogspot.com i tym oto nowym blogiem pragne w pewien sposob odciac sie od przeszlosci. Orjan, jest nadal moim przyjacielem, ale rok temu rozpoczelam nowy etap zycia i chcialabym bloga z czystym archiwum. Tym razem stawiam na prosty, polski adres "Magdalena Krupa" i podtytul "Life by Magdalena"... i znowu wkradlo sie troche angielskiego, ale blog bedzie jak juz wspomnialam pisany po polsku.



Kim jest Magdalena Krupa? To dwudziestokilko letnia (blizej mi do 30stki niz do 20stki) dziewczyna, ktora dokladnie 10 lat temu wyemigrowala z Polski do Norwegii i rozpoczela tu nowy etap zycia. Jestem nierozpieszczona jedynaczka, ktora interesuje sie moda, fotografia, uroda, kocha zwierzeta, lubi czytac i jest uzalezniona od YouTube. Czego mozna spodziewac sie na moim blogu... na pewno postow podobnych do tych na spongeshoe.blogspot.com... czyli outfitow, przepisow, informacji z codziennego zycia, podrozy.... ale takze notek o organizacji czasu a takze zdrowemu trybowi zycia. Mam nadzieje, ze zostaniecie ze mna.
SHARE:
© Life by Magdalena. All rights reserved.
Blogger Designs by pipdig