6 lis 2015

Outfit: Spain part 1.

Jak juz wspomnialam wczesniej, 2015 rok nie nalezal do najlepszych pod wzgledem czestotliwosci pojawiania sie wpisow na moim blogu. Wydaje mi sie, ze w ciagu ostatniego miesiaca opublikowalam wiecej niz w calym okresie od stycznia do wrzesnia 2015. Z tego tez powodu nie udalo mi sie jeszcze umiescic na moim blogu wakacyjnych zdjec... dzisiaj wiec zaczynam pierwsza ture i pragne od razu zaznaczyc, ze na poczatek publikuje te naprawde najgorsze, czyli 5 zdjec letnich stylizacji, ktore udalo mi sie zrobic, gdzies pomiedzy plaza a obiadem na Majorce w czerwcu tego roku. Niestety podrozowalam z  malutkim dzieckiem i na sesje naprawde nie bylo zbyt wiele czasu... poza tym zbyt wiele czasu nie bylo takze na makijaz i ukladanie wlosow co zreszta widac na zdjeciach ponizej. Podrozujac wychodze z zalozeni, ze tak naprawde juz nigdy nie zobacze tych ludzi na plazy czy obiedzie dlatego pod wzgeldem ubran zdecydowanie pozwalam sobie na wiecej niz w domu. Patrzac jednak na niektore z moich outfitow na mysl przychodzi mi tylko jedno: WTF? Nie bede sie jednak dluzej rozpisywac i pozwole wam sie samemu przekonac:

 photo Untitled-3_5.jpg

Zdjecia pozwole sobie uporzadkowac wedlug rozmiaru miseczki moich stanikow, zaczynajac oczywiscie od najwiekszego. Z przykroscia musze takze stwierdzic, ze byla to niestety ostatnia podroz biustonosza od bikini Victorias Secret, ktory musialam wyrzucic po wizycie w Hiszpanii. Niestety nie wyszlo mu na dobre spotkanie z hiszpanskim sloncem i chlorem. Rest in peace. 


Niestety zazwyczaj na wakacjach moje wlosy zyja swoim wlasnym zyciem i bardzo musze sie nameczyc aby doprowadzic je i siebie do stanu, ktory pozwalal by mi opuscic hotelowy pokoj bez narazania innych wczasowiczow na powazne starty moralne. Straty moralne jakich doswiadczyli z powodu powyzszej stylizacji to juz inna historia.


Mine na powyzszym zdjeciu musicie mi wybaczyc z powodu slonecznego udaru jakiego doznalam tamtego dnia. To samo dotyczy kapelusza. 


Nie wiem dlaczego moja przyjaciolka z ktora podrozowalam pozwolila mi wyjsc tak ubrana z hotelowego pokoju, ale mysle, ze (podobnie zreszta jak teraz ja patrzac na zdjecie powyzej) byla zahipnotyzowana moim tak zwanym czteropakiem. Pragne wam oznajmic, ze aktualnie w listopadzie ani po nim sladu, zastapil go natomiast TLUSZCZOPAK.


Na koniec cos calkiem znosnego, gdyby oczywiscie nie fakt, ze a) nie mialam zelazka b) wygladam jakbym zaplatala sie w rybacka siec c) spodniczke kupilam na stoisku H&M dziewczynki 12-13 lat.

Tym oto optymistycznym akcentem koncze moj wpis, pragne takze uspokoic was, ze reszta wpisow z Hiszpanii nie ebdzie rownie drastyczna jak ta i naprawde nastepnym razem przed wejsciem nie musicie brac Valium. 



SHARE:

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

© Life by Magdalena. All rights reserved.
Blogger Designs by pipdig